"Jestem po prostu wiatrem, jestem częścią zawiei-
pomyślał Muminek, uspokajając się.
- To prawie tak jak latem.
Bić się z falami i zawracać,
pozwalać im nieść się
w głąb morza, płynąć niby korek,
kiedy masa małych tęcz mieni się w pianie,
i z uczuciem lekkiego przestrachu,
ale ze śmiechem, lądować na piaszczystym śniegu."
[Zima Muminków, s. 92-93, Nasza Księgarnia Warszawa 1969]
"W powietrzu było czuć oczekiwanie i smutek,
a księżyc wschodził wielki i złoty.
Muminek najbardziej lubił ostatnie tygodnie lata,
ale nigdy dokładnie nie wiedział dlaczego."
[W Dolinie Muminków, s.123, Nasza Księgarnia Warszawa 1964]
"Muminek obserwował ponury krajobraz
i zastanawiał się nad Ziemią, która
musi się chyba bardzo bać, widząc
zbliżającą się ognistą kulę. Myślał też
o tym, jak bardzo on sam kocha to wszystko,
czego tu brak: i las, i morze, deszcz i wiatr,
świecące słońce, trawę i mech,
i jak nie można by bez tego żyć."
[Kometa nad Doliną Muminków, s.112-113, Nasza Księgarnia Warszawa 1997]
I NIE WIEM
CZY JA JESTEM
KOMETA
CZY
DOLINA
.
czwartek, 10 lutego 2011
środa, 19 stycznia 2011
magia
nie ma trudniejszego tematu,
może nasi średniowieczni przodkowie
byli od nas mądrzejsi
może potrafili o niej rozmawiać
gdy garściami ginęli na wojnach i na zarazy
może, chociaż oni, umieli
żyć ze śmiercią
powtarzałam sobie niech ten diabelski młyn kręcić się przestanie,
przecież musi znów być normalnie
tragedia stanie się wydarzeniem niecodziennym,
normalność przestanie być zaskoczeniem lub sensacją
przejawem wyjątkowej przychylności losu,
jak się dużo razy powtórzy
to myśl staje się zaklęciem
skutecznym
musi być ktoś kto w końcu usłyszy
mantrę,
pozostaje pustka
cisza
wołające w głowie
"gdybym"
magiczna niewiedza
jak tak patrzę na to co było i na to co będzie
myślę, że śmierć a może życie mszczą się na nas
za ich dyskryminację
ale może to tylko prawo natury upomina się o swoje
bo za długo już myśleliśmy że możemy być
wszechmogący
i bezkarni
(osobiście słów mi brak)
Różewicz Tadeusz
Uczeń czarnoksiężnika
Po co otwarłem oczy
Zalewa mnie świat kształtów i barw
fala za falą
kształt za kształtem
barwa za barwą
wydany na łup
jadowitych zieleni
zimnych błękitów
intensywnych żółtych słońc
jaskrawych czerwonych homarów
jestem nienasycony.
Po co otwarłem uszy
napełniły mnie harmonie żywe
echa głosów umarłych
nawet łza tnie za zgrzytem twarz
jak diament szkło
i cisza naciągnięta jak skóra
na bębnach wojennych grzmi
nieszczęsny słyszę jak trawa rośnie.
Po co rozwiązałem język
utraciłem milczenie złote
gaduła nie powiem nic nowego
pod słońcem.
Otwarty na wskroś
nie znam zaklęcia
nie zamknę się
w sobie sam.
[Tadeusz Różewicz, Uczeń czarnoksiężnika]
może nasi średniowieczni przodkowie
byli od nas mądrzejsi
może potrafili o niej rozmawiać
gdy garściami ginęli na wojnach i na zarazy
może, chociaż oni, umieli
żyć ze śmiercią
powtarzałam sobie niech ten diabelski młyn kręcić się przestanie,
przecież musi znów być normalnie
tragedia stanie się wydarzeniem niecodziennym,
normalność przestanie być zaskoczeniem lub sensacją
przejawem wyjątkowej przychylności losu,
jak się dużo razy powtórzy
to myśl staje się zaklęciem
skutecznym
musi być ktoś kto w końcu usłyszy
mantrę,
pozostaje pustka
cisza
wołające w głowie
"gdybym"
magiczna niewiedza
jak tak patrzę na to co było i na to co będzie
myślę, że śmierć a może życie mszczą się na nas
za ich dyskryminację
ale może to tylko prawo natury upomina się o swoje
bo za długo już myśleliśmy że możemy być
wszechmogący
i bezkarni
(osobiście słów mi brak)
Różewicz Tadeusz
Uczeń czarnoksiężnika
Po co otwarłem oczy
Zalewa mnie świat kształtów i barw
fala za falą
kształt za kształtem
barwa za barwą
wydany na łup
jadowitych zieleni
zimnych błękitów
intensywnych żółtych słońc
jaskrawych czerwonych homarów
jestem nienasycony.
Po co otwarłem uszy
napełniły mnie harmonie żywe
echa głosów umarłych
nawet łza tnie za zgrzytem twarz
jak diament szkło
i cisza naciągnięta jak skóra
na bębnach wojennych grzmi
nieszczęsny słyszę jak trawa rośnie.
Po co rozwiązałem język
utraciłem milczenie złote
gaduła nie powiem nic nowego
pod słońcem.
Otwarty na wskroś
nie znam zaklęcia
nie zamknę się
w sobie sam.
[Tadeusz Różewicz, Uczeń czarnoksiężnika]
niedziela, 19 grudnia 2010
post
...post post, niewysłany list...
otuliła nas
osaczyła nas
otchłań przybyła
przeniknęła

...
był gdzieś tak październik a nawet wrzesień
kiedy zaczęłam się pytać samej siebie
co jeszcze może się stać do końca ...roku,
ile jeszcze
sięgnęłam więc do roku magicznego myślenia
przeczuwając, że już nie ma tych,
których to nie dotyczy.
"Życie zmienia się szybko.
Życie zmienia się w jednej chwili.
Siadasz do kolacji i życie , jakie znasz, się kończy.
Kwestia żalu nad sobą."
[Joan Didion, Rok magicznego myślenia]
otuliła nas
osaczyła nas
otchłań przybyła
przeniknęła

...
był gdzieś tak październik a nawet wrzesień
kiedy zaczęłam się pytać samej siebie
co jeszcze może się stać do końca ...roku,
ile jeszcze
sięgnęłam więc do roku magicznego myślenia
przeczuwając, że już nie ma tych,
których to nie dotyczy.
"Życie zmienia się szybko.
Życie zmienia się w jednej chwili.
Siadasz do kolacji i życie , jakie znasz, się kończy.
Kwestia żalu nad sobą."
[Joan Didion, Rok magicznego myślenia]
poniedziałek, 29 listopada 2010
czekanie
Rekolekcje:
dzień 1
pocztówka
http://www.myspace.com/incarnationsproject/music/songs/pocztowka-13698781
"...tak długo szedłem
tak długo szukałem"
dzień 2
Śniłeś
http://www.myspace.com/incarnationsproject/music/songs/stand-up-now-13692542
"kto chce mieć dom
musi zbudować go sam"
dzień 3
modlitwa
http://www.myspace.com/192977754/music/songs/16398558
"...więc kamieniem nie bądź mi..."
"wielkie jest czekanie"
WIELKIE
JEST
CZEKANIE
[ http://www.incarnations.pl/ http://www.loebl.pl/]
dzień 1
pocztówka
http://www.myspace.com/incarnationsproject/music/songs/pocztowka-13698781
"...tak długo szedłem
tak długo szukałem"
dzień 2
Śniłeś
http://www.myspace.com/incarnationsproject/music/songs/stand-up-now-13692542
"kto chce mieć dom
musi zbudować go sam"
dzień 3
modlitwa
http://www.myspace.com/192977754/music/songs/16398558
"...więc kamieniem nie bądź mi..."
"wielkie jest czekanie"
WIELKIE
JEST
CZEKANIE
[ http://www.incarnations.pl/ http://www.loebl.pl/]
poniedziałek, 4 października 2010
splot
[http://www.abakanowicz.art.pl/backs/Androgyn.php]
Magdalena Abakanowicz pisała: "Jako dziecko,
chroniąc nieśmiałość i samotność, budowałam przedmioty.
Widziałam je jako pomosty między mną a rzeczywistością.
Gdy nadchodzili goście - uciekałam.
Pozostawione przedmioty miały mnie zastąpić.
To one miały odpowiadać na absurdalne pytania
zadawane zwykle dzieciom."
[Magdalena Abakanowicz, Abakany,
"Konteksty. Polska Sztuka Ludowa", 2006, nr 3-4 s.41]
[http://www.abakanowicz.art.pl/recent/Gruby2.php]
...chronić siebie,
chronić nieśmiałość i samotność
nie miałam żadnych narzędzi,
żadnego oręża
i byłam w tym samotnie samotna
-nikt mnie nie zastąpił
nie zbudowałam, bezbronna
brak przedmiotów, które mogłyby
zastąpić mnie, obronić, ukryć,
był bronią wymierzoną we mnie;
[http://www.abakanowicz.art.pl/abakans/Abakany2.php]
[http://www.abakanowicz.art.pl/abakans/Abakany-splot.php]
...Patrząc z perspektywy lat,
tych tak wielu niewielu,
na plątaninę, kłąb,
dziś już nie wiem czego,
na dziecko na wpół autystyczne,
albo przynajmniej mutystyczne,
nie mogę się na dziwić przeobrażeniu;
(nie potrzebuję już budowania ...,
ani przedmiotów ..., żadnych "barbakanów",
choć pewnie na zawsze gdzieś w głębi
pozostanie, taki mały ślad,
nie dające zapomnieć,pewne ciche miejsce)
***
I
tak post, do którego zamieszczenia zbieram się
-tocząc walkę z lenistwem lub brakiem czasu,
lub brakiem systematyczność i konsekwencji,
lub z jeszcze czymś innym-
od około półtora miesiąca,
pewnej niezwykłej nocy, przedziwnym zrządzeniem
staje się niespodziewanie postem
wyciągniętym z ust kogoś zupełnie innego.
[http://www.abakanowicz.art.pl/drawings/Faces2.php]
poniedziałek, 27 września 2010
...
"Twój ulubiony kwiat? Ulubiony kolor? Twoja największa zaleta? Wada? Za co siebie lubisz? Co lubisz u kobiety? Co u mężczyzny? I wreszcie to najdziwniejsze z pytań: jak chciałbyś umrzeć? Jak? Wcale.
Na każdym kroku jesteśmy pytani, przepytywani, odpytywani.
Wydaje się czasem, że całe nasze życie to jedna wielka psychozabawa z rubryczkami, za którą zdobywa się punkty lub nie.
A jeśli akurat nikt nas o nic nie – natychmiast zaczynamy sprawdzać sami siebie.
Ciągle nam się zdaje, że koniecznie musimy się czegoś nowego o sobie dowiedzieć. Bo o kimże, jeśli nie o sobie?
Osobiście nie lubię wszelkich kwestionariuszy czy ankiet i przeważnie się w nich gubię. Wywołują we mnie klaustrofobiczne uczucia – rubryczki zawsze są zbyt wąskie, boję się, że się w nich nie zmieszczę, nie zmieszczą się literki i to, co między słowami… Sama dla siebie jestem rozmówcą trudnym. Czasem sama się w sobie nie mieszczę – jak pisała Jacek Kaczmarski.
Podobno taki lęk przed wypełnianiem kwestionariuszy wspólny jest wszystkim dzieciom holokaustu. Nie wiem, może jest to strach przed okrutną karą, jeśli na któreś z pytań dam niewłaściwą odpowiedź…
„Nie mam nic do ukrycia” – zdanie to, równie popularne jak nieprawdziwe, należy do owego repertuaru wyświechtanych fraz, takich jak: „czas leczy rany”, albo: „jestem tylko człowiekiem”.
Bzdura! Czas żadnych ran nie leczy, jestem nie „tylko”, lecz „aż” człowiekiem! I jak każdy – mam wiele, bardzo wiele do ukrycia. Zwłaszcza przed sobą samą.
Wiele rzeczy, o których piszę, tak naprawdę chciałabym ukryć. Ni mówić o nich, nie myśleć. A jednak to robię. Ponieważ odwaga to nie siła fizyczna, czasem to po prostu umiejętność zadawania sobie pytań i rozplątywania poplątanych odpowiedzi.
I właśnie dlatego odpowiadam na ankiety, rozmawiam z dziennikarzami, z czytelnikami. Właśnie dlatego nieprzerwanie (choć nieraz niechętnie) rozmawiam sama ze sobą. O czym? Choćby o złożoności uczuć. Aby odkryć ukrywane, zajrzeć do różnych szaf i zakamarków – nie tchórzyć, nie kluczyć. Próbować odpowiedzieć dziś inaczej nic wczoraj, jutro inaczej niż dziś.
Zdarza mi się na to samo pytanie dawać różne odpowiedzi – tak jak zdarza się na różne pytania dawać odpowiedź tę samą . w nadziei, że będzie coraz lepsza, coraz bliższa prawdy. Pisarz, jak każdy człowiek, ma w sobie miejsca trudne, które stara się ominąć. Jeszcze dziś o nich nie mówić, jeszcze nie dziś…
Ale czasem właśnie pod wpływem najbanalniejszego z pytań coś się w człowieku rozjaśnia i otwiera…
Na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku krążyła po salonach Europy gra towarzyska - polegająca na odpowiadaniu na pytania pewnego kwestionariusza. W tych czasach były jeszcze salony i byli ludzie, którzy mieli czas się nudzić. Pomiędzy wywoływaniem duchów a graniem w loteryjkę zabawiali się wiec wymyślaniem uroczych pytań.
Natknęłam się na nią jeszcze w czasach gimnazjalnych- wtedy, jak to było w modzie, interesowałam się Proustem. Nie był on, jak się czasem sądzi, autorem tej gry, lecz tylko najbardziej znanym człowiekiem , który na nią odpowiedział.
Dużo później, przez wiele lat, drukowała ten kwestionariusz pewna niemiecka gazeta. Przepytywano tam za jego pomocą wielu znanych ludzi, głównie artystów. Odpowiadał także na niego mój przyjaciel Zbigniew Herbert.
Pamiętam, ze lubiłam to czytać. Od tej właśnie ankiety zaczynałam lekturę pisma. Nie wiem, prawdę mówiąc, co tak fascynowało mnie w odkryci, jaki kwiat, jaką książkę lubi czy jaką zupę jada ten czy inny znany artysta. Nie wiem, czy mi go to w jakiś sposób przybliżało…
A może tylko lubiłam się zastanawiać, co ja odpowiedziałabym na jego miejscu.
Dziś, w czasach dużo bardziej brutalnych, coś kazało mi się jeszcze raz przyjrzeć tej ankiecie. Właśnie teraz, kiedy każdy – proszony czy nie proszony, odpowiada na pytania, które krzyczą do nas z okładek tygodników.
Czy zdradzasz żonę, kradniesz? Jak często się upijasz? Pytany czy nie pytany, każdy chętnie odpowiada. A ja nagle zatęskniłam za światem innych pytań – takich jak: twój ulubiony poeta? Kolor? Ulubiona muzyka? Twoje wyobrażenie o szczęściu?
Przeniosło mnie do świata, w którym nie tylko wypada, ale wręcz należy mieć swojego ulubionego bohatera literackiego, utwór muzyczny, dzieło sztuki…
Pomyślałam sobie, że to są ciągle jeszcze piękne pytania, a gra warta zabawy.
I odpowiadam po swojemu – niekiedy żartobliwie, a niekiedy poważniej. A jeśli coś mnie w nich poruszyło i przywołało wspomnienia – nieco obszerniej.
Zdarza mi się więc na to samo pytanie dawać różne odpowiedzi – bo przecież każdego dnia jesteśmy trochę inni – zdarza się też na różne pytania dawać odpowiedź taką samą.
Zdarza mi się przywoływać te same postacie – ludzi, których może jeszcze nie ocaliłam od zapomnienia.
Nie zawsze umiałam się zdecydować: czy lubi fiołki, czy róże?
Jedno natomiast wiem na pewno: serdeczna, czuła rozmowa z czytelnikiem to jest także „moje wyobrażenie o szczęściu”.
[ ROMA LIGOCKA, FIOŁKI CZY RÓŻE? w: "CZUŁOŚĆ I OBOJĘTNOŚĆ", Wydawnictwo Literackie]

[The Golden Tarot of Klimt ]
...
Główna cecha mojego charakteru:
...
Cechy, których szukam u mężczyzny:
...
Cechy, których szukam u kobiety:
...
Co cenię u przyjaciół:
...
Moja główna wada:
...
Moje ulubione zajęcie:
...
Moje marzenie o szczęściu:
...
Co wzbudza we mnie obsesyjny lęk:
...
Co byłoby dla mnie największym nieszczęściem:
...
Kim (lub czym) chciałbym być, gdybym nie był tym, kim jestem:
...
Kiedy kłamię:
...
Słowa, których nadużywam:
...
Ulubieni bohaterowie literaccy:
...
Ulubieni bohaterowie życia codziennego:
...
Czego nie cierpię ponad wszystko:
...
Dar natury, który chciałbym posiadać:
...
Jak chciałbym umrzeć:
...
Obecny stan mojego umysłu:
...
Błędy, które najłatwiej wybaczam:
...



[ test rorschacha ]
Na każdym kroku jesteśmy pytani, przepytywani, odpytywani.
Wydaje się czasem, że całe nasze życie to jedna wielka psychozabawa z rubryczkami, za którą zdobywa się punkty lub nie.
A jeśli akurat nikt nas o nic nie – natychmiast zaczynamy sprawdzać sami siebie.
Ciągle nam się zdaje, że koniecznie musimy się czegoś nowego o sobie dowiedzieć. Bo o kimże, jeśli nie o sobie?
Osobiście nie lubię wszelkich kwestionariuszy czy ankiet i przeważnie się w nich gubię. Wywołują we mnie klaustrofobiczne uczucia – rubryczki zawsze są zbyt wąskie, boję się, że się w nich nie zmieszczę, nie zmieszczą się literki i to, co między słowami… Sama dla siebie jestem rozmówcą trudnym. Czasem sama się w sobie nie mieszczę – jak pisała Jacek Kaczmarski.
Podobno taki lęk przed wypełnianiem kwestionariuszy wspólny jest wszystkim dzieciom holokaustu. Nie wiem, może jest to strach przed okrutną karą, jeśli na któreś z pytań dam niewłaściwą odpowiedź…
„Nie mam nic do ukrycia” – zdanie to, równie popularne jak nieprawdziwe, należy do owego repertuaru wyświechtanych fraz, takich jak: „czas leczy rany”, albo: „jestem tylko człowiekiem”.
Bzdura! Czas żadnych ran nie leczy, jestem nie „tylko”, lecz „aż” człowiekiem! I jak każdy – mam wiele, bardzo wiele do ukrycia. Zwłaszcza przed sobą samą.
Wiele rzeczy, o których piszę, tak naprawdę chciałabym ukryć. Ni mówić o nich, nie myśleć. A jednak to robię. Ponieważ odwaga to nie siła fizyczna, czasem to po prostu umiejętność zadawania sobie pytań i rozplątywania poplątanych odpowiedzi.
I właśnie dlatego odpowiadam na ankiety, rozmawiam z dziennikarzami, z czytelnikami. Właśnie dlatego nieprzerwanie (choć nieraz niechętnie) rozmawiam sama ze sobą. O czym? Choćby o złożoności uczuć. Aby odkryć ukrywane, zajrzeć do różnych szaf i zakamarków – nie tchórzyć, nie kluczyć. Próbować odpowiedzieć dziś inaczej nic wczoraj, jutro inaczej niż dziś.
Zdarza mi się na to samo pytanie dawać różne odpowiedzi – tak jak zdarza się na różne pytania dawać odpowiedź tę samą . w nadziei, że będzie coraz lepsza, coraz bliższa prawdy. Pisarz, jak każdy człowiek, ma w sobie miejsca trudne, które stara się ominąć. Jeszcze dziś o nich nie mówić, jeszcze nie dziś…
Ale czasem właśnie pod wpływem najbanalniejszego z pytań coś się w człowieku rozjaśnia i otwiera…
Na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku krążyła po salonach Europy gra towarzyska - polegająca na odpowiadaniu na pytania pewnego kwestionariusza. W tych czasach były jeszcze salony i byli ludzie, którzy mieli czas się nudzić. Pomiędzy wywoływaniem duchów a graniem w loteryjkę zabawiali się wiec wymyślaniem uroczych pytań.
Natknęłam się na nią jeszcze w czasach gimnazjalnych- wtedy, jak to było w modzie, interesowałam się Proustem. Nie był on, jak się czasem sądzi, autorem tej gry, lecz tylko najbardziej znanym człowiekiem , który na nią odpowiedział.
Dużo później, przez wiele lat, drukowała ten kwestionariusz pewna niemiecka gazeta. Przepytywano tam za jego pomocą wielu znanych ludzi, głównie artystów. Odpowiadał także na niego mój przyjaciel Zbigniew Herbert.
Pamiętam, ze lubiłam to czytać. Od tej właśnie ankiety zaczynałam lekturę pisma. Nie wiem, prawdę mówiąc, co tak fascynowało mnie w odkryci, jaki kwiat, jaką książkę lubi czy jaką zupę jada ten czy inny znany artysta. Nie wiem, czy mi go to w jakiś sposób przybliżało…
A może tylko lubiłam się zastanawiać, co ja odpowiedziałabym na jego miejscu.
Dziś, w czasach dużo bardziej brutalnych, coś kazało mi się jeszcze raz przyjrzeć tej ankiecie. Właśnie teraz, kiedy każdy – proszony czy nie proszony, odpowiada na pytania, które krzyczą do nas z okładek tygodników.
Czy zdradzasz żonę, kradniesz? Jak często się upijasz? Pytany czy nie pytany, każdy chętnie odpowiada. A ja nagle zatęskniłam za światem innych pytań – takich jak: twój ulubiony poeta? Kolor? Ulubiona muzyka? Twoje wyobrażenie o szczęściu?
Przeniosło mnie do świata, w którym nie tylko wypada, ale wręcz należy mieć swojego ulubionego bohatera literackiego, utwór muzyczny, dzieło sztuki…
Pomyślałam sobie, że to są ciągle jeszcze piękne pytania, a gra warta zabawy.
I odpowiadam po swojemu – niekiedy żartobliwie, a niekiedy poważniej. A jeśli coś mnie w nich poruszyło i przywołało wspomnienia – nieco obszerniej.
Zdarza mi się więc na to samo pytanie dawać różne odpowiedzi – bo przecież każdego dnia jesteśmy trochę inni – zdarza się też na różne pytania dawać odpowiedź taką samą.
Zdarza mi się przywoływać te same postacie – ludzi, których może jeszcze nie ocaliłam od zapomnienia.
Nie zawsze umiałam się zdecydować: czy lubi fiołki, czy róże?
Jedno natomiast wiem na pewno: serdeczna, czuła rozmowa z czytelnikiem to jest także „moje wyobrażenie o szczęściu”.
[ ROMA LIGOCKA, FIOŁKI CZY RÓŻE? w: "CZUŁOŚĆ I OBOJĘTNOŚĆ", Wydawnictwo Literackie]

[The Golden Tarot of Klimt ]
...
Główna cecha mojego charakteru:
...
Cechy, których szukam u mężczyzny:
...
Cechy, których szukam u kobiety:
...
Co cenię u przyjaciół:
...
Moja główna wada:
...
Moje ulubione zajęcie:
...
Moje marzenie o szczęściu:
...
Co wzbudza we mnie obsesyjny lęk:
...
Co byłoby dla mnie największym nieszczęściem:
...
Kim (lub czym) chciałbym być, gdybym nie był tym, kim jestem:
...
Kiedy kłamię:
...
Słowa, których nadużywam:
...
Ulubieni bohaterowie literaccy:
...
Ulubieni bohaterowie życia codziennego:
...
Czego nie cierpię ponad wszystko:
...
Dar natury, który chciałbym posiadać:
...
Jak chciałbym umrzeć:
...
Obecny stan mojego umysłu:
...
Błędy, które najłatwiej wybaczam:
...



[ test rorschacha ]
czwartek, 26 sierpnia 2010
powiedzcie...
„Cechy których szukam u mężczyzny
Ładne usta. Piękne ręce. Rozumne oczy. Poczucie humoru. Inteligencja – dużo inteligencji, ile tylko się w nim zmieści.
Prawdziwy talent w jakiejś dziedzinie zawodowej i radość z tego, co się robi.
Błysk młodości w oku – niezależnie od wieku.
Powściągliwość w okazywaniu uczuć.
No i to coś, co sprawia, ze spotkanie z nim zawsze jest wydarzeniem.
Jeśli znacie takiego mężczyznę, proszę o numer telefonu. Pilne.
Choć właściwie – może nie takie pilne. Powiedzcie mu tylko, że go kocham.”
[ Roma Ligocka, Czułość i obojętność, Wydawnictwo Literackie]

powiedzcie mu tylko, że ... ! ;)
Ładne usta. Piękne ręce. Rozumne oczy. Poczucie humoru. Inteligencja – dużo inteligencji, ile tylko się w nim zmieści.
Prawdziwy talent w jakiejś dziedzinie zawodowej i radość z tego, co się robi.
Błysk młodości w oku – niezależnie od wieku.
Powściągliwość w okazywaniu uczuć.
No i to coś, co sprawia, ze spotkanie z nim zawsze jest wydarzeniem.
Jeśli znacie takiego mężczyznę, proszę o numer telefonu. Pilne.
Choć właściwie – może nie takie pilne. Powiedzcie mu tylko, że go kocham.”
[ Roma Ligocka, Czułość i obojętność, Wydawnictwo Literackie]

powiedzcie mu tylko, że ... ! ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)